Tym razem kilka jesiennych kadrów — raz rowerowo, raz pieszo — głównie dzięki świetnemu weekendowemu połączeniu Łódzka Kolej Aglomeracyjna, które pozwala ruszyć w dalszą trasę bez konieczności toczenia koła od samego domu ![]()
To były wyprawy pół na pół: trochę natury, trochę miejsc ukształtowanych ręką człowieka, ale każde z nich miało w sobie coś niezwykłego.
Na pierwszy plan wysuwa się Piekło Dalejowskie – nazwa groźna, ale widoki wręcz nieziemskie. Piaskowcowe skały tworzą tu malownicze wąwozy, ścianki i legendarną Bramę Piekielną, która wygląda jak portal do innego świata (sprawdzone – żadnych czartów nie spotkałem, tylko wiatr i zapach sosnowych igieł ![]()
).



Nie mogło też zabraknąć Piekła Niekłańskiego, gdzie natura poszła w rzeźbiarstwo – skały o fantazyjnych kształtach, z których niektóre mają własne nazwy. To miejsce pokazuje, że diabeł nie tylko tkwi w szczegółach, ale potrafi też wyrzeźbić naprawdę imponujące formacje.





Z kolei po „ludzkiej stronie mocy” – kilka dawnych kamieniołomów, dziś w większości uśpionych, ale wciąż robiących wrażenie. W kamieniołomie Gębury można dostrzec formację zwaną Oczami Ziemi – ogromne skalne „oczodoły”, które z pewną podejrzliwością lub lekkim zezem spoglądają na odwiedzających je wędrowców. Tuż obok znajduje się kamieniołom Kopulak, mieniący się czerwonymi barwami piaskowca, które jesienią komponują się z lasem jakby specjalnie dobrane przez naturę do sesji zdjęciowej.





Najciekawszy z kamieniołomów to ten, który zyskał nową tożsamość – rezerwat przyrody, gdzie można znaleźć ślady dinozaurów, które spacerowały tędy miliony lat temu. Tak, dokładnie w tym miejscu, gdzie dziś stawiasz rower i wyciągasz termos z herbatą zagryzając konserwę turystyczną ![]()
![]()
Ten region to prawdziwa gratka dla miłośników przyrody, historii i ciekawych form skalnych. Idealny na jednodniowy wypad, choć za każdym razem zostaje to samo uczucie:
„Zostałbym jeszcze chwilę, ale znów spóźnię się na pociąg.”
Ostatnie zdjęcie to schematyczna mapa z zaznaczonymi opisywanymi miejscami.





