🚴‍♂️ Rowerowa przygoda na pograniczu – z Bolesławca do Górnych Łużyc 🌄

Piątek trzynastego… a dzień zaczął się od kawy, której przecież nie piję – i która wylała się w sakwie. Czy to miał być znak? Nie było czasu na zastanawianie się. W zapachu mokrej kawy suszyłem materac w przedziale, a pociąg już mknął.

Jeszcze we Wrocławiu prawie wsiedliśmy do złego składu – zapomniałem, że Bolesławiec leży po drodze do Zgorzelca, gdzie kończyliśmy trasę. Na szczęście rynek, spacer i słodkości z lokalnej kawiarni szybko zamknęły złą passę. Bolesławiec piękny – prawie go nie poznałem, bo ostatnio widziałem go jesiennym świtem.

🚴‍♀️ Czas ruszać! Trasa prowadzi przez makowe pola, łąki i kręte drogi wijące się na wzgórza. Jest wymagająco, ale widoki rekompensują wszystko. Po drodze mijamy ślady powodzi – temat na osobny wpis.

Docieramy do Lwówka Śląskiego – monumentalny ratusz, rynek pełen klasyków, bo akurat trafiliśmy na zlot zabytkowych samochodów. Za tłoczno? Spokój odnajdujemy w Szwajcarii Lwóweckiej – z jej skalnych punktów widokowych można podziwiać nawet Karkonosze.

Najcięższy moment dnia: podjazd na Wiatraczną – najwyższy punkt naszej wycieczki. Na szczęście zaraz po nim genialny zjazd do Gryfowa i wieczorne zakupy. Obiecałem: „już żadnych podjazdów” – więc spacerkiem docieramy na kemping.

🏕 Przystań Żeglarska „Izery” to cudownie położona miejscówka – Jezioro Leśniańskie, a z namiotu widać Zamek Czocha! Widok zapiera dech. Rano zwiedzamy zamek, kręcimy się po tajnych przejściach i słuchamy legend. Miejsce z klimatem – tu padła decyzja: góry Żytawskie zostawiamy na inny raz, a dzień „przehandlowany” za obietnicę, że ostatni etap to już tylko z górki.

🇨🇿 Niespostrzeżenie jesteśmy w Czechach. Granice to dziś tylko tabliczki – piękna sprawa. Jedziemy wzdłuż Jizerskich i Łużyckich Gór, podziwiając widoki. Dzień kończymy spacerem wokół twierdzy Frydlant, przelotem przez Bogatynię i… znów jesteśmy po czeskiej stronie.

🌙 Kemp Kristýna – przyjeżdżamy po zamknięciu recepcji, ale wszystko się udaje. Wieczorem wreszcie piwo z kufla – zasłużone. Rano czip do prysznica (takie atrakcje) i ruszamy dalej.

🚴‍♂️ Ostatni dzień – jedziemy przez Niemcy wzdłuż Nysy Łużyckiej. To fragment długodystansowego szlaku aż do Świnoujścia. Zwiedzamy Hradek nad Nisou i Zittau. Szlak wije się wśród zarośli – świetnie poprowadzony, ale trochę duszno. Z ulgą opuszczamy zielony tunel i jedziemy przez bardziej otwarty teren.

Odwiedzamy klasztor Marienthal – lokalne piwo i specjały robią robotę. Upalnie, więc zmieniam trasę i robimy godzinkę relaksu nad Berzdorfer See. Kąpiel z widokiem na bazaltową Landeskrone – idealne zakończenie.

🌇 Na koniec Görlitz – urokliwe place, parki, starówka. Widać, że kiedyś było jednym miastem – dziś znów dzieli je tylko tabliczka graniczna. Pierwsze krople deszczu zapraszają nas na dworzec. Burza w tle, a my z pomysłami na przyszłość.

To była świetna wycieczka po pograniczu – nie tylko krajów, ale i przygód … i zgodnie z obietnicą – było sporo „w dół” 😊