Deszczowa sobota 2 września nie nastrajała do jazdy, ale kolejna inscenizacja bitwy pod Beleniem z 1939r. dopiero za rok – decyzja mogła być tylko jedna – jadę.
Do Zduńskiej Woli wybieram drogę może nie najkrótszą, ale znaną i po spokojnych drogach – ot tak by dojechać na miejsce inscenizacji. Tam po raz 12 odtwarzany jest epizod z walk obronnych z września 1939r.
Po przybyciu na miejsce z ulgą stwierdzam, że pogoda poprawiła się na tyle, że nie ma szans na deszcz. Ufff. Na miejscu zastałem rozstawione namioty z lokalnymi specjałami i wystawą sprzętu wojskowego. Liczba widzów zwiastowała niezwykłe wydarzenie. Samą inscenizację jak się okazało ze względu na jej przestrzenny charakter najlepiej podziwiać z kilku miejsc. Po zwyczajowych powitaniach lektor wprowadził widzów w tło historyczne, ostrzegł przed pirotechniką i trudnymi, być może nie dla wszystkich zrozumiałymi obrazami, które za chwilę zobaczą. Rozpoczęło sie widowisko …
Spokojna wieś poruszona niespodziewaną wizytą ratujących się przed nawałą nieprzyjaciela cywilów. Pierwsze chwile odpoczynku zakłóca pojawienie się na horyzoncie samolotu. Dopiero z bliska pozdrawiający go orientują się, że ma na sobie obce znaki rozpoznawcze. Początkowa radość przeradza się w lęk i strach, gdy niespodziewanie otwiera on ogień z broni pokładowej.
Mieszkańcy opuszczają w popłochu swoje domostwa. Wkrótce też na horyzoncie słychać będzie odgłosy potyczek, które toczą pierwsze wysunięte patrole nieprzyjaciela napotykające naszych obrońców. Ci, nie bez walki, wycofują się na linie umocnione wzdłuż rzeki Warty. Zajmują pozycje w okopach i bunkrach. Wróg nie może się przedrzeć pod ogniem obrońców.
Tymczasem natarcie nieprzyjaciela przerywa na północy nasze umocnienia i od tyłu oskrzydla pozycje obrońców. Wciąż trwają bombardowania i ostrzał z samolotów. Żołnierze ostatkiem sił podrywają się do kontrnatarcia. Nieprzyjaciół trzyma też w szachu samotne stanowisko strzeleckie. W wściekłości nieprzyjaciel decyduje się zniszczyć je ostrzałem artylerii. Kontrnatarcie załamuje się i ustępuje pod nawałą wroga …
Przejmujące sceny, zaangażowanie odtwarzających aktorów, pojazdy historyczne, samoloty, mnóstwo efektów pirotechnicznych, umundurowanie – wszystko to złożyło się na poruszające widowisko. Zorganizowane z rozmachem, dbałością o szczegóły, wzbogacane o epizody z autentycznych zdarzeń z tamtych dni – niesamowite, wzruszające i wstrząsające!
Widziałem łzy w oczach widzów… te sceny na długo pozostaną w pamięci.
Powrót spacerowym tempem już najprostszą trasą. Jeszcze chwila na podziwianie pięknego zachodu słońca malującego stoki pradoliny Warty pod Strońskiem w jesienne kolory bogate w czerwień, żółcie i brązy. Odwiedziny na Strońskim cmentarzu gdzie znajduje się kwatera poległych w walkach z tamtych dni i długi powrót do domu. W ten ciepły – mimo wcześniejszego deszczu wieczór, chciałem się cieszyć ze spokojnej i bezpiecznej jazdy do domu.
Warto pamiętać, że rzeka Warta tocząca w tym miejscu swe wody u stóp stromej krawędzi dawnej pradoliny była pierwszą większą przeszkodą terenową dla nacierających wojsk okupanta. Dlatego też w okresie przedwojennym zdecydowano o budowie umocnień wzdłuż rzek Warty i Widawki na osi, których miał rozwinąć się opór polskich wojsk. Nacierające dywizje nieprzyjaciela miały do pokonania od ówczesnej granicy zaledwie od 60 do 90km, co dla dobrze wyposażonej armii mogło stanowić, co najwyżej 1,5 dnia drogi. Zdający sobie z tego sprawę dowódcy zadecydowali o wysunięciu polskich oddziałów na przedpole i związaniu nieprzyjaciela silnym oporem, aby dopiero w ostatniej chwili powrócić na umocnioną linię rzek Warty i Widawki. Działania te spowodowały kilkudniowe opóźnienie w natarciu i wojska niemieckie przybyły w ten rejon dopiero o świcie 5 września! To właśnie na linii Strońsko – Beleń miał się zaznaczyć główny nacisk kolejnej niemieckiej ofensywy. Rozpoczęła się ona 5 minut po północy od trzygodzinnego ciężkiego ostrzału artyleryjskiego. Przeszedł on w natarcie piechoty. Walki toczyły się na całym 40km odcinku od Popowa do Strońska. Na osłabione siły polskie okupant rzucał świeże i wypoczęte dywizje z odwodów zmieniające te z pierwszej linii walki. Jednakże nasi obrońcy nie ustępowali i walki z nieprzerwanym natężeniem toczyły się przez cały dzień 5 września. Pomimo rozkazu odwrotu zacięty opór, okupiony wieloma zabitymi i rannymi, pozwolił na znaczne opóźnienie natarcia niemieckiego.
Po więcej szczegółów bitwy odsyłam do opracowania Apoloniusza Zawilskiego „Bitwy polskiego września” (PDF)































Pingback: Sieradzki Gwiazdozbiór – Lisie opowieści