Wczesna pobudka i praaaaawie ruszyłem gdzieś daleko w Polskę, jednak sączący się za oknem deszcz nie zachęcał do dłuższych podróży. Łapię, zatem kapkę snu i na spokojnie, przy śniadanku decyduję się na wypad do Rogowa. Tamtejsze arboretum kusi mnie już od jakiegoś czasu i wstyd powiedzieć: nie było mnie tam wcześniej, bo „jakoś nie po drodze” 🙂
Chwila / dwie w ciepłym pociągu i już wysiadam w Wągrach.
To opcja by wydłużyć nieco dzień i zrobić, choć jedną fotkę pałacu w Rogowie. Rozległy kompleks folwarczny z XIX/XIX w położony jest z dala od atrakcji Rogowa i często omijany. Obecnie jest własnością prywatną i być może wkrótce zostanie odremontowany.
Dalej fragment trasy prowadzi mnie ruchliwą 82jką. Dobrze, że to tylko dwa kilometry, bo po 2 minutach mam już dość mijających mnie na lusterko tirów i drogi bez pobocza. Jeszcze wiadukt nad ruchliwą linią kolejową nr 1 z Wawy na Śląsk i już jestem w najatrakcyjniejszej części Rogowa.
Na początek zatapiam się wśród eksponatów Rogowskiej Wąskotorówki. Wagony ustawione wzdłuż peronu wydają się zapraszać podróżnych i czekają tylko na sygnał dróżnika, który da rozkaz odjazdu. Rozglądam się wkoło. Nic się nie dzieje… Wzorkiem odszukuję drogowskaz do kasy … Ta jednak zamknięta. Czyżby skansen już zakończył swoją działalność? Dostrzegam na szczęście postać kolejarza pracującego w warsztacie. Chwila rozmowy i mogę się poszwendać wśród eksponatów. Z zastrzeżeniem – nie wchodzić na wagony! – Obiecuję porządek i ruszam na foto dej :p
Czas leci swoim tempem i choć jeszcze chwilę wcześniej zastanawiałem się czy – to jednak postanawiam pospacerować po Rogowskim Arboretum.
To był strzał w dziesiątkę. Przemiła pani w kasie rozwiewa wątpliwości i spokojnie zostawiam moje dwa kółka pod jej opieką. Biorę przewodnik, mapkę, rozpiski, … ale wiecie, nie jest to dzień na czytanie opisów. Postanawiam podążyć za wzrokiem. Ten już po chwili napotyka najpiękniejsze malarskie plenery.
Fotografie i tak tego nie oddadzą, jednak nie mogę się powstrzymać. Lekkie zamglenie uwydatnia fontannę jesiennych kolorów. Czerwinie, borda czy jak tam się nazywają te kolory, wprost wylewają się na ścieżki za sprawą częściowo opadłych liści. Zachwyca swoim rozmachem alpinarium. Odkrywam wreszcie wciąż zakwiecone rośliny. Jak tu tego nie focić? Podążam nowo utworzoną ścieżką dydaktyczną prezentującą rośliny ameryki północnej. Mnóstwo ciekawostek podanych zgrabnie i w czytelnej formie J Cieszę się „złotem Indian” i rozwiązuję wieczny problem rowerzystów z zapchanymi zatokami. Spokojnie. Można przecież odszukać chusteczkowe drzewo :p
Wspaniałe rośliny, a co trzecia to chińczyk – sami sprawdzicie, dlaczego :P. Wśród nich rozmieszczone są rzeźby i instalacje przestrzenne – cieszę się pięknem otaczającej mnie przyrody i spokojem tego miejsca. Tak wspaniale jest zbłądzić na ścieżkach Rogowskiego Arboretum … wizytę podsumowuję zwiedzaniem wystawy leśnej w Muzeum Lasu i Drewna.
Jeszcze chwila spaceru i czas na rower. Wybieram fragment czerwonego szlaku rowerowego biegnącego przez Rogowskie lasy. W międzyczasie okazuje się, że będę musiał być wcześniej w domu (telefony to zuo), ale wystarczy tylko zwiększyć prędkość z 10/h do jakiś 15tu i będzie okej ;d
Droga w jesiennych kolorach prezentuje się niezwykle. Po drodze rezerwat „Zimna woda”, dworek w Słupi, nie zapominam tez o suplementacji :p.
Kolejny przystanek to Lipce Reymontowskie. Muzeum regionalne już zamknięte, ale udaje mi się pochodzić po terenie unikatowej wiejskiej manufaktury produkującej łowickie pasiaki, w której to muzeum ma swoją siedzibę. Chwila spaceru po skansenie i lecę do Muzeum Czynu Zbrojnego.
Na każdym obrocie koła jest tez mnóstwo nawiązań do najsłynniejszego mieszkańca tych stron. Tu rzeźba, tu popiersie, tam domek. Nic dziwnego powstała tu jedna z najważniejszych pozycji polskiej literatury. Dwukrotnie ekranizowana (1922, 1973) powieść Chłopi. Odwiedzam symboliczną mogiłę „Boryny z Chłopów” i domek pisarza, który procował tu, jako pomocnik dozorcy na odcinku kolei Warszawsko – Wiedeńskiej … Jeszcze pożegnalna herbatka u Boryny i koniec zwiedzania na dziś. Przez uśmiechnięty Maków lecę do Domaniewic i znów cieszę się ciepłem pociągów ŁKA. Czas wracać do domu.
Trasa wycieczki: Wągry – Rogów – Słupia – Zagórze – Lipce Reymontowskie – Chlebów – Pszczonów – Łyszkowice – Domaniewice 20.10.17 / 52,3 km





















































































































