Trzydniowa wędrówka przez Beskid Niski dobiegła końca. Pierwszy dzień spędziłem na trasie z Krynicy Zdroju przez Huzary, Czerteż i Lackową, kończąc noclegiem w schronie pod Zieloną Lipką. Choć na szlaku nie było spektakularnych widoków, kolorowy las dostarczył wielu estetycznych wrażeń. W pamięci na długo pozostanie mi wspinaczka na Lackową od strony Beskidu (Izb) – naprawdę była to pionowa ściana – oraz klimatyczny nocleg w turystycznym schronisku wybudowanym na Głównym Szlaku Beskidzkim. Choć drzwi chaty prawie się nie zamykały (odsyłam do wcześniejszego wpisu), to miejsce zdecydowanie zasługuje na powrót… może rowerem.

Podczas porannego zejścia do Ropek ukazały się otwarte przestrzenie z panoramą jesiennych stoków Beskidu Niskiego. Tu niejednokrotnie moje kroki przecięły się z trasą rowerowej wyprawy sprzed kilku lat. Nic dziwnego – góry oferują przyjemność cichego obcowania z przyrodą podczas wędrówki, a dolinny obfitują w ciekawe obiekty dziedzictwa kulturowego, jak choćby cmentarz łemkowski we wspomnianych Ropkach.

Kolejny dzień to wędrówka od doliny do doliny. Krótkie, strome podejścia i zejścia do Hańczowej, Skwiertnego i Smrekowca przeplatały się z dłuższymi wędrówkami po grzbietach. Szlaki te są zdecydowanie mniej uczęszczane. W Hańczowej trasa prowadziła praktycznie doliną małego (bo sucho) potoku. Dalej, raz było szeroko, by za chwilę przeciskać się przez krzaczory czy małe bagienko tuż za Smrekowcem – a propos, tu również znajduje się bród, więc sezon morsowania uważam za otwarty.

Na nocleg miałem kilka opcji, jednak z uwagi na brak źródeł wody, wybrałem najpewniejszą – leśną wiatę ogniskową w okolicy przełęczy Małastowskiej. Niby fajnie, ale szczerze … było już trochę za zimno na nocleg w kotlince. Rano tylko nadludzką siłą woli zmusiłem się, by wyjść z tej chłodnej soczewki. Świadomość, że wystarczy podejść ten kilometr do przełęczy i cieszyć się promieniami słońca, zdecydowanie pomogła.

Na przełęczy zwiedziłem cmentarzyk wojenny i podszedłem do zamkniętego od lat schroniska na Magurze Małastowskiej. To przepięknie położone schronisko, z niedokończonym remontem, jest niemym dowodem na brak właściwego nadzoru i działań właściciela. Pozostawiło mnie z mieszanymi uczuciami. Wspiąłem się na Magurę i przez przełęcz Owczarską oraz Ubocz kierowałem się do Gorlic. Tu nie zabrakło widoków. Trasa była już mniej pofalowana, a ja z radością korzystałem z długich grzbietowych przejść. Niestety, końcówka od Siar to już tylko dreptanie po asfalcie. Ten dzień to także sporo zwiedzania – cmentarze wojenne na przełęczy i na Magurze, kościół z listy UNESCO oraz park historyczny w Sękowej, a także spacer po Gorlicach.

Przez trzy dni pokonałem 81 km. Ze względu na brak sklepów i bazy noclegowej miałem ze sobą zapas jedzenia, maszynkę, namiot i niezawodny materacyk. Całość ważyła zaledwie 14 kg, z czego każdego dnia coś ubywało, a trzeciego dnia ból dał się nawet polubić 🤣 Wciąż aktualne jest hasło spotkane gdzieś na drogach i bezdrożach „Niskiego” – BÓL TO ŚCIEMA 🙂